Gdy zamkniesz oczy... Zacznie się gra twojego życia...

Gdy zamkniesz oczy... Zacznie się gra twojego życia...
Gdy zamkniesz oczy... Zacznie się gra twojego życia..

Prośba

Mam do Was prośbę mogłybyście podpisywać się na końcu waszych komentarzy.Imię lub pseudonim.Byłabym Wam bardzo wdzięczna:*

sobota, 12 marca 2011

Prolog

   Dziewczyna siedziała zapłakana, wspominając. Ubrana na czarno. To rok temu tego dnia 20 listopada zdarzyła się straszna katastrofa. Niedaleko niej siedział chłopak, jej chłopak - również ubrany tak jak ona. Przygarbiony ze spuszczona głową. Zmienił się od tego wypadku. Zmężniał, stał się bardziej samodzielny i opiekuńczy.
Kiedy ich spojrzenia się spotkały dziewczyna natychmiastowo odwróciła głowę. Nie chciał pokazać Justinowi, że nie jest silna. Tyle razy powtarzała sobie, że dość łez już wylała. Mimo, że go kochała bała się, że ją zostawi. Przecież on był gwiazdą. Miał dziewczynę na wyciągniecie ręki. Elizabeth była ładna nie piękna, przeciętna. Chłopak wciąż powtarzał, że ja kocha i nigdy nie przestanie, a mimo to miała obawy.Wyobrażała sobie co by zrobiła gdyby zabrakło Justina przy niej. Zabiła by się? Możliwe............ Przecież tyle razy chłopak znajdywał ją gdy chciała popełnić samobójstwo. Nigdy nie zapomni wyrazu twarzy Justina gdy znalazł ją w łazience przecinającą sobie żyły. Od tej chwili nie odstępuje jej na krok. Chłopak podniósł się z westchnięciem i podszedł do Eliz wziął ją na ręce i podszedł do łóżka. Kiedy już się na nim znaleźli przytulił dziwaczne z całych sił. Jemu również było trudno. Żadne z nich nie spodziewało się się, że tak "najlepszego"w najgorszym tego słowa znaczeniu dniu wszystko się zepsuje. Zamknął oczy i przed nimi stanęła wizja zapłakanej dziewczyny, która cała roztrzęsiona wpadła do jego domu. Tego dnia wyznali sobie miłość na polanie. Po czym poszli do niego do domu, Elizabeth miała wrócić tylko na chwile do domu. Nie było jej dwie godziny, na co Justin zaczął się martwić. Gdy miał już wykonywać telefon do swojej miłości. Ona wpadła do jego domu zapłakana, mamrocząc coś pod nosem. Pierwszym odruchem chłopaka było uspokojenie dziewczyny przez tulenie, kołysanie i szeptanie ciepłych słów do ucha. Kiedy Eliz wystarczająco się uspokoiła, dowiedziała się że napadem tej histerii była Śmierć. Ale niestety nie złotej rybki, która można wrzucić do ubikacji. Tylko śmierć ICH rodziców. Dlaczego napisałam Ich teraz się pytacie? Dlatego, że matka Justina i rodzice Elizabeth jechali razem do sklepu. Jechali, ale nie wrócą. Gdy chłopak przypomniał sobie policjantów potwierdzających słowa brunetki maił ochotę się rozpłakać, ale nie pozwolił sobie na to. Mimo, że przeszli tak dużo, stracili ważne dla nich osoby ich miłość przetrwała. Z każdym dniem kochają się jeszcze bardziej. Oczywiście dochodzi między nimi do sprzeczek, czy nawet kłótni, ale czy kłócąc się nie wyrażamy później swojej miłości? Tym kochanka zależy na sobie. I mimo tego co życie im zgotowało, nie zapominają, że dzięki sobie i tacie Justina, który ich przygarną są w ich życiu wspaniałe chwilę. Szczęśliwe gdzie smutki odchodzą w kąt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz